______________________________________________________________________ ___ __ ___ ___ _ ___ ____ | _| _ _ _ ___ / _|| || | | || | |_ || |_ | \ | || || | / / | | || | | | || | | / / | _| | \| || || | | _/ / | _|| | | _| || \ / /_ | |_ | |\ || || | |__/ |_| |___|| | ||_|\_\|____||___| |_| |_||_||_|_| |___| _______________________________________________________________________ Wtorek, 20.01.1998 ISSN 1067-4020 nr 160 _______________________________________________________________________ W numerze: Stanislaw Musial - Czarne jest czarne Thomas Urban - Echa polskie Abie Inger - Boze Narodzenie Jurek Karczmarczuk, Jurek Krzystek - Autour de La Tour _______________________________________________________________________ [Od redakcji: "Spojrzenia" znowu zapadly w letarg zimowy. W zasadzie mielismy watpliwosci, czy jest sens sie z niego budzic. Czy nasza formula sie nie przezyla? Pewnym jest, ze przy rosnacej latwosci uzyskania informacji przez World Wide Web, np. dostepnosc co najmniej dwoch dziennikow polskich (Rzeczpospolita i Zycie Warszawy) na tym medium, funkcja informacyjna nie ma juz racji bytu. Nasi koledzy z "Donosow" ciagna swoja znakomita robote, ale nawet oni jakby powielali to, co jest dostepne i gdzie indziej, choc nie w takim streszczeniu. Jesli wiec nie informacja, to co? Byc moze komentarz i refleksja? Do takiego doszlismy wniosku z Jurkiem Karczmarczukiem podczas grudniowego spotkania w Normandii przy ostrygach popijanych szampanem. Sprobujmy wiec jeszcze raz. Bedzie roznie: o kulturze, historii, czasem o polityce, ale na pewno nie jako informacja tylko jako osobiste wrazenia redaktorow. Przykladem niech bedzie pierwszy artykul, przytoczony z krajowej gazety niedostepnej na Internecie. Dotyczy przykrej sprawy jeszcze z jesieni ubieglego roku, ale chyba nie do konca przebrzmialej. Bardzo krytyczny wobec wiekszosci hierarchii polskiej, artykul ks. Musiala dowodzi, ze zarowno Kosciol uniwersalny jak i jego polska czesc nie jest bynajmniej monolitem, a sklada sie z bardzo roznych opcji. Zgodnie z formula "Spojrzen" polegajaca na przedstawianiu mozliwie roznych perspektyw na ten sam temat, cytujemy nastepnie wypowiedz z prasy niemieckiej. Gdyby pochodzila z mediow polskich, prawdopodobnie nie bylaby zbyt wiarygodna jako apologetyczna, ale fakt, jak to widza przynajmniej niektorzy sasiedzi, najwyrazniej Polsce przychylni, wydal sie nam interesujacy. J.K_ek] _______________________________________________________________________ "Gazeta Wyborcza 15/16.11.1997", przedruk z "Tygodnika Powszechnego". Skroty red. "Spojrzen" niezaznaczone. Ks. Stanislaw Musial, SJ CZARNE JEST CZARNE ================== Na poczatku lat 80. zeszlego stulecia w Berlinie ks. Adolf Stoecker, nadworny kaznodzieja cesarski, dzialacz ruchu chrzescijansko-spolecznego -- postac znana wowczas w protestantyzmie niemieckim -- grzmial podczas jednego ze swych kazan: "Nie spoczniemy... dopoki nasz narod niemiecki... nie powstanie, zeby zrzucic z siebie panowanie zydowskie. Kraju niemiecki, chrzescijanski narodzie, napominam Cie, przebudz sie!". W protokole z wystapienia ks. Stoeckera odnotowano skwapliwie, ze wezwanie kaznodziei do przebudzenia sie narodu zostalo przyjete "nie milknacym huraganem oklaskow". Dzisiaj wiemy, jakie demony zostaly obudzone w Niemczech i w Europie, takze za sprawa kaznodziejow katolickich i protestanckich w rodzaju ks. Stoeckera. Owo przebudzenie nienawisci kosztowalo zycie szesciu milionow Zydow, bo tyle zydowskich ofiar pochlonal antysemityzm nazistowski. Nowe Tabu? W niedziele, 26 pazdziernika br. ks. pralat Henryk Jankowski, proboszcz parafii sw. Brygidy w Gdansku, oswiadczyl m.in. ze "nie mozna tolerowac mniejszosci zydowskiej w polskim rzadzie, bo narod sie tego boi". Nie byla to pierwsza wypowiedz antysemicka w ustach ks. pralata. Za niektore z nich przepraszal w liscie z dnia 4 lipca 1995 skierowanym do swojego ordynariusza. Sprawa Jankowskiego dawno wyszla poza granice naszego kraju. Wydaje sie, ze i Gdansk jest juz za ciasny dla ksiedza pralata. Depesze agencyjne cytowaly wypowiedz ks. Jankowskiego z 5 listopada br. nie skadinad, ale z Rzymu: "To, co narod polski mysli, ja powiedzialem glosno. Nie przez pomylke, ale z przekonaniem". Wszystko wskazuje na to, ze zainteresowanie sprawa ks. J. na Zachodzie nie maleje, tylko rosnie. Z wielka przykroscia trzeba powiedziec, ze do nazwisk Polakow i do wydarzen z polskiej historii najnowszej, przez ktore postrzegana jest Polska, dolaczyl z racji swych antysemickich wystapien "polski pralat z Gdanska". Gdyby ks. J. jednak sadzil, ze zainteresowanie swiatowych mass-mediow zaczyna sie i konczy na jego osobie, a zatem, ze stal sie czlowiekiem rzeczywiscie slawnym, to musze go rozczarowac. Wypowiedzi antysemickie same w sobie naleza do gatunku nudziarstwa ideologicznego (nudziarstwa, ktore jest oczywiscie szalenie niebezpieczne). Z natury sa ubogie intelektualnie i wyswiechtane, jak wszelkie poglady fanatyczne. Dlaczego zatem swiatowe media tak bardzo interesuja sie sprawa ks. J.? Na obecnym etapie tym, co interesuje opinie swiatowa, sa nie takie czy inne poglady ks. J., tylko kwestia: jak reaguja na te wypowiedzi Polacy? To jest dla miedzynarodowej opinii publicznej wazne i ciekawe. I nie mozna miec tego za zle swiatowym, a zwlaszcza zachodnim mediom. Maja do tego swiete prawo. Przeciez chcemy wejsc do rodziny panstw europejskich, Dla krajow zachodnioeuropejskich nie jest rzecza obojetna, z kim sie wiaza. Maja one rozne problemy, ale nie maja juz problemu antysemityzmu wystepujacego w tak ostrej formie. Chorobe spoleczna, ktorej nazwa kliczna brzmi "antysemityzm", kraje te znaja z wlasnego doswiadczenia. Niektore zaplacily za nia wielka cene. Czy przy bezpiecznym, dostatnim stole jest im potrzebny chory partner? Jak reaguja na wystapienia ks. J. Polacy? Jak sobie z tym problemem radza? Gdyby w ktoryms kraju zachodnim duchowny, ksiadz katolicki o podobnym rozglosie co ks. J, wystapil z podobnymi opiniami antysemickimi, to -- jak mysle -- wielu ludzi dobrej woli wyszloby na ulice, by protestowac. U nas jest to jak na razie niemozliwe. Choc wydaje sie dzisiaj, ze budzi sie wrazliwosc i solidarnosc spoleczna, to -- jak dotad -- manifestuje sie ona tylko w jednym przypadku: gdy zostanie dokonany szczegolnie bestialski mord. Sadze, ze trzeba bedzie w naszej ojczyznie dlugo czekac, by antysemicki wystepek czy wypowiedz postawily ludzi na nogi. Po tym wszystkim, co sie stalo na naszej ziemi, dokonane rekami nazistow, wciaz brak spolecznej swiadomosci, ze antysemityzm ze swej natury i w kazdej formie jest smiercionosny, choc najczesciej nie wprost i nie od zaraz. Msci sie tutaj nasza przeszlosc. Kiedys temat antysemityzmu stanowil tabu, a byc patriota -- w wykladni rzadzacej partii komunistycznej -- znaczylo byc antysyjonista (co w praktyce rowna sie byciu antysemita). Jak jednak mozna sie dziwic, ze antysemityzm w odbiorze spolecznym nie jest postrzegany jako grozne zlo, skoro w przypadku ks. J. zawiodly calkowicie wielkie ciala opiniotworcze i autorytety moralne? Mam na mysli politykow, ludzi kultury i -- niestety -- Kosciol. Hanba milczenia. Politykow sprawa ks. J. wydaje sie nie interesowac. Maja pelne rece roboty: nowy Sejm, nowey Senat, rzad, wojewodowie i ich zastepcy. Lekcja z historii: to, ze w naszym stuleciu mlode demokracje europejskie padly, bo nie przywiazywaly wagi do pelzajacego faszyzmu i antysemityzmu, jest w ich swiadomosci czyms tak obcym i odleglym jak wojny napoleonskie. Przedziwna wydaje sie zwlaszcza bezczynnosc tych sil politycznych, ktore swa kolebke plasuja w Gdansku. Jesli idzie o tych, ktorych nazywamy ludzmi kultury, to i oni rowniez popadli w wielka niemoc. Wystapienia antysemickie ks. J. sa owszem, odnotowywane z oburzeniam, ale daleko tworcom kultury w tej materii do dynamizmu, ktory kiedys przejawiali -- by wspomniec dawne dobre czasy, kiedy to w redakcji "TP" prawie co tydzien podpisywane byly jakies protesty zbiorowe bez ogladania sie na grozbe ubeckich represji. Najwidoczniej ludzi kultury paralizuje widok sutanny. Byloby oczywiscie calkiem zle, gdyby uwazali sprawe ks. J. za "wewnetrzne" zmartwienie Kosciola. Myliliby sie wtedy srodze. Sprawa ks. J. hanbi Polske, kazdego Polaka i Polke, wierzacych i niewierzacych. Hanbi w oczach swiata, a co najwazniejsze brutalizuje nas samych. Jak radzi sobie Kosciol w sprawie ks. J.? Prawde mowiac, odpowiedz na to pytanie najchetniej zostawilbym historykowm, ktorzy zajma sie ta sprawa szczegolowo. Bo jak tu pisac o reakcjach biskupow -- a o tym trzeba pisac -- na wypowiedzi antysemickie ks. J., zeby nie urazic ktoregos z naszych pasterzy. Chrystus jednak przykazal nam: "Niech mowa wasza bedzie tak, tak, nie, nie". I tym sie chce kierowac. Nie bede cytowal, choc z gory przepraszam, ze konsument mass mediow na co dzien nie oprze sie pokusie podwiazania konkretnej wypowiedzi do konkretnej osoby. Reakcje pasterzy uszeregowalbym wedle 4 postaw. Jedna z nich to poblazliwosc bez granic, plynaca z niedostrzegania problemu. Bo jak inaczej ocenic wypowiedz jednego z pasterzy z dn. 4 listopada: "Ks. J. jest czlowiekiem o specyficznym temperamencie i wypowiada sie w swym stylu, zreszta nie pierwszy raz... Jest to czlowiek zdolny, kochajacy Kosciol, kochajacy Ojczyzne, troche inaczej moze niz innni, ale poza swoim temperamentem przeciez ma ogromnie duzo walorow". Inna postawa to kluczenie, nienazywanie rzeczy po imieniu, uciekanie sie do sformulowan, ktorych sens trudno rozgryzc, poslugujac sie logika arystotelesowska. Bo jak zrozumiec sformulowanie, ze ks. J. "wpada w pulapki antysemityzmu"? O jakie pulapki tutaj chodzi? Kto zastawia te sidla? Jak zrozumiec argumentacje, ze ks. J. nie jest antysemita, bo "spotyka sie i przyjazni z Zydami w USA i w Polsce, ma dobre kontakty ze wspolnota zydowska na Wybrzezu". I najbardziej sofistyczne stwierdzenie: "Gdyby nie zajmowal sie polityka, na pewno nie bylby posadzony o antysemityzm". Polityka i antysemityzm to dwie zupelnie rozne sprawy. Antysemityzm w nauczania koscielnym to grzech przeciw Bogu i ludzkosci. Polityka -- nie. Polityka jest sztuka rzadzenia sie spolecznosci ludzkiej. Moze byc rzecza "brudna", ale nie musi. Zajmowanie sie polityka, nawet w przypadku ksiedza, zajmowanie sie dla duchownego niedozwolone, nie musi owej osoby automatycznie narazac na "posadzenie o antysemityzm". Na szczescie -- szczescie w nieszczesciu -- nie wszyscy rozpolitykowani duchowni w Polsce sa antysemitami. Trzecia postawa, najwygodniejsza, to pozycja obserwatora z zewnatrz. Mozna wtedy grac na roznych rejestrach. Raz na rejestrze rzetelnej oceny ("poglady maniakalne"), innym razem na rejestrze "wisielczego humoru". Innym razem wreszcie -- na rejestrze, ktorego komentowac nie bede (w wywiadzie dla "Le Soir" na pytanie, dlaczego Episkopat toleruje wypowiedzi ks. J, odpowiedz brzmiala: "Drogi panie, nie jestem psychiatra."). Wreszcie postawa czwarta, ktorej mozna sie jedynie domyslac ze skapych tu i owdzie odnotowanych przez srodki masowego przekazu wypowiedzi: "Wielkie cierpienie z zaistnialej sytuacji, modlitwa, pokuta. Ale te sprawy zna dokladnie tylko Bog". Jak nalezy ocenic trzy pierwsze postawy? Nie mozna ich nazwac inaczej jak banalizacja zla. A banalizacja zla bywa gorsza do zla samego, bo usypia sumienia i zamazuje granice miedzy dobrem a zlem. Dziwi mnie odpowiedz jednego z uczestnikow delegacji Episkopatu przed wyjazdem do Brukseli. Na pytanie dziennikarzy, czy sprawa ks. J. bedzie przedmiotem rozmow w Brukseli, odpowiedzial on: "Nie wiem, czemu musielibysmy o tym rozmawiac, po co z wypowiedzi jednego z 25 tys. polskich ksiezy robic afere miedzynarodowa. Jest to ogromna przesada, sam temat nie zasluguje na takie traktowanie". Trudno zgodzic sie ze stwierdzeniem, ze temat antysemityzmu nie zasluguje na rozmowe na wysokim szczeblu brukselskim. Trudno tez zgodzic sie z dewaloryzacja jednostki. Wszystko, co dobre i zle na swiecie, bralo i bierze ostatecznie poczatek od jednostkowej duszy. By posluzyc sie przykladem koscielnym: Ariusz w IV w. byl tylko "jednym" z wielu tysiecy ksiezy w Egipcie, ale jego poglady, wlasnie "arianizm", zachwialy Kosciolem, i to w calym cesarstwie rzymskim. Istota sprawy ks. J. tkwi w tym, ze nie wszyscy biskupi przekonani sa co do antysemickosci wypowiedzi ks. pralata z 26 pazdziernika. Owszem, sklonni uznac ja za "polityczna", ale nie "antysemicka". Jeden z tych pasterzy, cytuje za KAI, "Pokreslil,... ze wypowiedz proboszcza sw. Brygidy nie byla antysemicka, lecz polityczna". Tragiczny absurd Wypowiedz ks. J. -- tak jak ona brzmi -- jest nie tylko wypowiedzia antysemicka (bez dalszego przymiotnika), ale -- wypisz wymaluj -- wypowiedzia antysemicka w najgorszym wydaniu, bo hitlerowskim. Juz kilka dni po objeciu wladzy Hitler zaczal wdrazac program "nietolerowania" Zydow. Na pierwszy plan poszli sedziowie i adwokaci pochodzenia zydowskiego. Hitler osobiscie dogladal prac legislacyjnych, ktore mialy na celu usuniecie z wszelkich urzedow osob zydowskiego pochodzenia. Prawo w tej materii zostalo przyjete 7.04.1933 z cyniczna klauzula, ze wyjeci sa spod niego byli uczestnicy walk na froncie podczas wojny. Po krotkim czasie przyszla kolej na inne grupy zawodowe: lekarzy, profesorow, kupcow, robotnikow. Biurokracja nazistowska wiklala sie w sytuacje wrecz groteskowe, oczywiscie niezwykle uciazliwe dla dotknietych restrykcjami. I tak np., od sierpnia 1941 osobom zydowskiego pochodzenia nie wolno bylo bez specjalnego zezwolenia korzystac z "szos, drog wodnych i kolei", z wyjatkiem dystansow ponizej 7 km w wypadku dojazdu do pracy, a 10 km w wypadku dzieci dojezdzajacyh do szkol. Wszystkie te formy "nietolerowania" osob zydowskiego pochodzenia posiadaja wlasna zelazna logike wewnetrzna. Bo jesli kogos nie mozna "tolerowac w rzadzie", to dlaczego mialoby sie go tolerowac jako nauczyciela, lekarza, a nawet pucybuta? U konca tego logicznego ciagu zostawalo juz jedno: likwidacja fizyczna osoby "nietolerowanej". Wielka szkoda, ze autorytety religijne, autorytety moralne w naszym kraju uparcie staraja sie wykazac, ze czarne jest biale. Samym powtarzaniem, chocby ze swietym uporem, nikogo sie nie przekona. Nie ulega najmniejszej watpliwosci, ze cytowana wypowiedz ks. J. wywodzi sie w prostej linii z nazistowskiego antysemityzmu, niezaleznie od tego, czy sam autor tej wypowiedzi o tym wie i czy zdaje sobie z tego sprawe. "Nietolerowanie" drugiego czlowieka tylko ze wzgledu na jego biologiczne pochodzenie jest ciemnym zaulkiem myslowym: wkracza sie tutaj na teren, gdzie konczy sie wszelkie rozumowanie, gdzie gasna wszelkie swiatla w umysle ludzkim, zaiste wchodzi sie w kraine absurdu i smierci. Kazdy obywatel polski jest rowny wobec prawa, niezaleznie od wszelkich innych przypadlosci: czy ma np. szesc palcow u prawej reki, czy jest Pigmejem z pochodzenia, czy tez -- czcicielem krokodyli. Zaden zreszta z zyjacych wspolczesnie Polakow nie jest w stanie dowiesc swej czystej "rasowosci" polskiej, taka rzecz bowiem nie istnieje. Zaden z Polakow nie jest nawet w stanie przesledzic swego drzewa genealogicznego np. do wieku XI po Chrystusie. Grzech Pozostaje ostatni wazny problem: jak Kosciol kwalifikuje antysemityzm. Ze zdecydowanym, solennym oporem spotkal sie antysemityzm w przemowieniu Jana Pawla II wygloszonym podczas watykanskiego sympozjum poswieconego korzeniom antysemityzmu chrzescijanskiego z konca pazdziernika i poczatku listopada. Chcialbym jednak zacytowac dwie inne wypowiedzi koscielne. Pierwsza z nich jeszcze sprzed Shoah. 23 marca 1928 r. Kongregacja Swietego Oficjum w Rzymie wydala werdykt: "Stolica Apostolska... gani i w szczegolny sposob potepia nienawisc do ludu niegdys wybranego przez Boga, ktory teraz sie zowie w jezyku potocznym <>". I druga wypowiedz, dla mnie najwazniejsza w tej materii, wypowiedz Jana Pawla II z 16 listopada 1990 r.: "Antysemityzm, jak rowniez wszelkie inne formy rasizmu sa grzechem przeciw Bogu i ludzkosci i jako takie musza byc odrzucone i potepione". Jesli antysemityzm jest grzechem, to dla czlowieka wierzacego cala sprawa nabiera innego wymiaru. Wtedy juz nie ma zartow -- jak sie mowi potocznie. Bo "grzech przeciw Bogu i ludzkosci" dla chrzescijanina oznacza zerwanie wiezi z Bogiem i poprzecinanie relacji miedzyludzkich. Jest to zatem sprawa powazna. Jesli publicznie, na oczach calego swiata zostal popelniony grzech antysemityzmu, bo wypowiedz ks. J. z dnia 26 pazdziernika byla antysemicka w najgorszym wydaniu, to jest historycznym nieporozumieniem tracic energie i czas na proby zakwalifikowania tego czynu pod rubryke: "polityka", jak to czyni m.in. dekret zawieszajacy ks. J. w funkcji proboszcza na jeden rok. Trzeba nazywac rzeczy po imieniu. Inaczej Kosciol w Polsce traci swoja wiarygodnosc nie tylko wobec swiata, ale takze wobec wlasnych wiernych. Powiedzial Chrystus: "niech wasza mowa bedzie: tak tak, nie nie. A co nadto jest, od Zlego pochodzi" (Mt.5.37). Czy Kosciola w Polsce, Kosciola, ktory posiada wyzsze uczelnie, seminaria, dysponuje wykwalifikowana kadra specjalistow, nie byloby stac na opracowanie listu lub dluzszego pouczenia pasterskiego na temat: "Co to jest grzech antysemityzmu?" -- oczywiscie jezykiem zrozumialym, prostym, wrecz "lopatologicznym"? Ktoz inny moze w tej roli zastapic Kosciol? Musimy pamietac, ze nie tylko Hitler zabijal Zydow w imie swego rasistowskiego, poganskiego antysemityzmu. Zydow zabijal na przestrzeni minionych stuleci takze "grzech antysemityzmu", jakiego dopuszczali sie chrzescijanie, wbrew nauce Kosciola i wbrew rozlicznym dekretom wydawanym przez papiezy, a chroniacych osoby i mienie zydowskie. Gdyby taki list czy pouczenie pasterskie ujrzaly swiatlo dzienne, z lzejszym sercem moglibysmy wkroczyc w trzecie tysiaclecie chrzescijanstwa. Moze nawet moglibysmy wkroczyc w nie, trzymajac sie za rece wspolnie z naszymi "starszymi bracmi w wierze", bo oni nie musieliby sie juz wtedy nas bac. ------------- Stanislaw Musial SJ. Urodzony w 1938 r. W latach 80. juz bedac jezuita, mieszkal przez rok w Austrii u trapistow, zgromadzenia o wyjatkowo ciezkiej regule. Pracowal przez wiele lat w parafiach austriackich i niemieckich. Po powrocie do Polski w 1991 r. wspolredagowal "Tygodnik Powszechny". Byl sekretarzem Komisji Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem. W okresie dramatycznego konfliktu ze srodowiskami zydowskimi o klasztor karmelitanek w Oswiecimu odegral -- wespol z Jerzym Turowiczem -- decydujaca role w doprowadzeniu do porozumienia. [Przypis GW]. ------------- [Chce jednak zauwazyc, ze -- przynajmniej we Francji -- problem antysemityzmu wystepuje i to w calkiem w ostrej formie. Od profanacji cmentarzy zydowskich (Carpentras), do antysemickich wypowiedzi tworcow kultury (Autant-Lara), nie mowiac juz o politykach, z Le Penem na czele. Ale zwrocmy uwage, ze po desekracji cmentarza na czele pochodu protestacyjnego szedl prezydent Republiki (Mitterand). Z kolei *kazda* wypowiedz Le Pena zostaje natychmiast dostrzezona i bardzo glosno komentowana. Nie ma mowy o tym, zeby udawac, ze tego rodzaju ekscesy sa niewazne. Dlatego bardzo lubie Francje. A potem nastepuja wybory i Front National Le Pena dostaje tak duzo glosow, ze zastanawiam sie co ja tu robie... - przyp. red. "Sp".] ________________________________________________________________________ "Sueddeutsche Zeitung" 2.12.97 za posrednictwem "Forum" 50/1997 Thomas Urban ECHA POLSKIE ============ Co dwa-trzy lata ten scenariusz sie powtarza. To jakis polityk wyglosi antysemickie poglady, czy pralat wyglosi kazanie, zawierajace takiez akcenty. Na wywolane tym oburzenie prasy zachodniej w Polsce reaguje sie obraza, zarzucajac przytaczanie fragmentow zlosliwie wyrwanych z kontekstu. Na przyklad Lech Walesa. W 50. rocznice oswobodzenia obozu w Auschwitz, ktora przypadala w czasie jego kadencji prezydenckiej, doszlo do skandalu, gdy mianowal sie on centralna figura obchodow, spychajac na margines organizacje zydowskie. Wskutek tego odbyly sie osobno obchody polskie i osobno zydowskie. Albo przypadek Henryka Jankowskiego. Ten znany gdanski pralat powiedzial w kazaniu, ze "gwiazda Dawida wpleciona jest w swastyke i czerwona gwiazde". Ostatnio zas przestrzegal przed wprowadzeniem Zydow do polskiego rzadu. Antysemityzm z ambony Jednakowe traktowanie wystapien Jankowskiego, Walesy czy kardynala Glempa byloby jednak zbytnim uproszczeniem. Poza dyskusja pozostaje, ze zawieszony juz proboszcz jest antysemita. W przypadku prymasa Glempa nie da sie jednak tego wykazac. Mozna co prawda i nalezy zarzucic mu, ze w wirze lat 1989-90 pobudzil on emocje antysemickie, ignorujac po prostu fakt, ze Zydzi uwazaja Auschwitz za swoje miejsce pamieci. W kazdym razie jednak juz wowczas przepraszal za swoje slowa i powolal komisje episkopatu dla dialogu chrzescijansko-zydowskiego [sekretarzem ktorej byl cytowany wyzej ks. St. Musial - przyp. red. "Sp"] -- wszystko niewatpliwie rowniez pod naciskiem polskiego papieza, ktoremu w oczywisty sposob zalezy na zasadniczym wykorzenieniu katolickiego antysemityzmu. W przypadku Walesy na koniec -- przypinanie mu etykiety "antysemity" byloby po prostu niesprawiedliwe. Nalezal on jeszcze za czasow rezimu komunistycznego do rzecznikow forum chrzescijansko-zydowskiego, co Zachod zaledwie przyjal do wiadomosci. [Nalezy tez przypomniec jego podroz do Izraela w charakterze glowy panstwa w r. 1991, kiedy to wyglosil slowa, za ktore zostal silnie zaatakowany przez "superpatriotow" polskich, a ktore jednak zostaly niemal niezauwazone na Zachodzie - przyp. red. "Sp"]. Dokladne przestudiowanie faktow, ktore doprowadzily do przyczepienia mu owej etykiety, glownie przez publicystow amerykanskich i niemieckich, uniewinnia go. W sporze o uroczystosci w Auschwitz Walesa uwazal, ze protektorat nad obchodami powinien sprawowac prezydent panstwa, co jest zrozumiale. Wychodzil przy tym z zalozenia, podobnie jak Glemp przy sporze o klasztor na terenie obozu, ze ofiarami Auschwitz byli nie tylko Zydzi, ktorych wiekszosc byla obywatelami polskimi, lecz rowniez Polacy-katolicy. Z jego korespondencji z miedzynarodowymi organizacjami zydowskimi dotyczacej tego skandalu mozna wyraznie wyczytac, ze zainteresowany jest kompromisowym jego rozwiazaniem. Nieporozumienia wokol obchodow uczulily jednak wielu Polakow na zasadniczy problem, czy to miejsce pamieci moze byc monopolizowane przez jedna grupe ofiar. Adresatami tych stawianych w Polsce pytan sa miedzynarodowe organizacje zydowskie. Czy samo stawianie tych pytan jest juz antysemityzmem, co zarzuca sie Polakom? Niezaleznie od wszelkich manowcow, na jakie schodzi to zagadnienie, stwierdzic nalezy, ze w Polsce po zwrocie 1989 r. trwa intensywna debata na temat antysemityzmu, wczesniej tamowana przez partie komunistyczna. W jej wyniku dzis poza prawicowymi radykalami nikt z elity politycznej nie chce i nie moze sobie pozwolic na publiczne wypowiedzi, ktore by mozna uznac za antysemickie. Czy nalezy to przypisac zwiekszonej juz z uplywem lat wrazliwosci spolecznej, czy reaguje sie tak w mysl zachodniej political correctness, czy wreszcie jest to wynikiem chlodnych kalkulacji -- tego nie da sie wyraznie stwierdzic. Elity pojely jednak, ze kazda debata na temat polskiego antysemityzmu szkodzi krajowi w jego drodze ku Zachodowi. Powstaje pytanie, czy zydowskie organizacje miedzynarodowe moglyby tak napietnowac Polske, ze uznano by, iz nie zasluguje na przyjecie do NATO, i moglyby wywrzec odpowiedni nacisk na Kongres? Wiekszosc polskich politykow i publicystow nie zaprzecza, ze w szerokich kregach ludnosci nadal pokutuja silne uprzedzenia antysemickie. Tak na przyklad z badan ankietowych wynika, ze polowa Polakow nie zaaceptowalaby, aby ich prezydentem zostal Zyd. Stereotyp antysemityzmu w kraju, w ktorym prawie juz nie ma Zydow, ma wiec jednak swoje tradycje. Debata ta ma wszakze inny jeszcze wymiar, ktory dotyczy Zachodu, w tym Amerykanow i Niemcow. Wielu Polakow irytuje, ze Zachod nie docenia intensywnosci tej debaty. W USA obraz Polski ksztaltuja takie publikacje jak "Mysz" Arta Spiegelmana. Zydzi w nim to myszy, ganiane i usmiercane przez niemieckie koty. Polacy natomiast przedstawiani sa jako swinie, ktore zeruja na nieszczesciach myszy pomagajac kotom, a po wojnie morduja myszy, ktore przezyly. Z ankiet wynika, ze wielu Amerykanow uwaza Polakow za sprzymierzencow nazistow przy Holocauscie. Wypaczony obraz w Niemczech Na Zachodzie -- rowniez w Niemczech -- jakos nie wiadomo, ze ponad tysiac Polakow otrzymalo po wojnie izraelskie odznaczenie "Sprawiedliwego miedzy narodami" -- wiecej niz czlonkowie jakiegokolwiek innego narodu [w istocie aktualnie miedzy 4 a 5 tysiecy - przyp. red. "Sp"]. W Niemczech malo kto zdaje sobie sprawe, ze w czasie II wojny swiatowej zginelo na skutek terroru okupacyjnego rowniez trzy miliony Polakow, nie bedacych Zydami [wg. najnowszych ustalen liczba ta jest w istocie mniejsza, pomiedzy 1 a 2 milionami, co nie neguje faktu, ze dalej jest olbrzymia - przyp. red. "Sp"]. Na tym tle nalezy zapytac, dlaczego niektorzy publicysci niemieccy z upodobaniem przytaczaja antysemickie wypowiedzi Jankowskiego, by natychmiast okreslac Polakow, czyli cale polskie spoleczenstwo, mianem "antysemitow". Jak gdyby z powodu wykroczen jednej grupy ofiar -- polskich katolikow -- wobec innej -- Zydow -- obarczac te pierwsza grupe czescia winy glownych sprawcow, lub tez obarczac ta odpowiedzialnoscia nawet potomkow tej grupy. Czy tez -- ze sformulujemy pytanie inaczej -- potepienie antysemityzmu u sasiadow ma przeslaniac wciaz jeszcze nie przezwyciezone odruchy antysemickie naszego wlasnego spoleczenstwa? ________________________________________________________________________ Fragment ksiazki "Christmas Miracles - Magical True Stories of Modern Day Miracles", edycja Jamie C. Miller, Laura Lewis i Jennifer Basye Sander, (A Big City Books, William Morrow and Company, 1997). Tlum. Izabela Bozek (teko@junctionnet.com> BOZE NARODZENIE URATOWALO MI MATKE ================================== Holocaust jest jednym z najciemniejszych rozdzialow historii swiata. Posrod straszliwej zaglady i wszechobecnego mroku zdarzaly sie jednak chwile, w ktorych tryumfowalo czlowieczenstwo i poswiecenie. W sierpniu 1942 roku moja matka, Fania Paszt, byla jednym z ostatnich ocalalych mieszkancow getta w miasteczku Lucku. Byla wowczas mloda dziewczyna, nie miala nawet dwudziestu lat, kiedy jej zycie ocalil cud - a stalo sie to dlatego, ze na drodze jej zycia znalezli sie prawdziwi prawi chrzescijanie. Nigdy juz nie dowiemy sie, dlaczego jej wlasnie bylo dane prawo przezycia, podczas gdy jej rodzicow, braci i cala reszte rodziny brutalnie zamordowano. Chlopi, zwykli wiesniacy, chrzescijanie, zjawiali sie wlasnie wtedy, kiedy nalezalo ja ocalic, ukrywajac na stryszkach, w komorkach i w kurzych kojcach. Bozonarodzeniowy cud, ktory przydarzyl sie mojej matce, rozpoczal sie 19 sierpnia 1942 roku. Tego dnia w getcie pojawil sie pewien ukrainski wiesniak i zaproponowal rodzinie mojej matki kryjowke na miescie. Nie chcac narazac calej rodziny na ryzykowny i niepewny plan, odprula moja matka ze swego ubrania zolta gwiazde Dawida, przykryla glowe szalem i zostawiajac reszte rodziny wyszla wraz z owym mezczyzna z getta, aby w ten sposob sprawdzic pewnosc trasy ucieczki. Mieli szczescie. Wymkneli sie nie zatrzymani, ani przez niemieckich zolnierzy, ani przez ukrainskich policjantow, licznie obstawiajacych teren getta. Wedlug planu mieli wrocic nastepnego ranka i znana juz droga przeprowadzic na zewnatrz cala rodzine. Kiedy jednak matka zblizyla sie do muru, zatrzymal ja ukrainski policjant i biorac za Aryjke ostrzegl: "Getto zostalo zamkniete na rozkaz wladz niemieckich". Zydzi zamieszkiwali Luck od X wieku i, jak wszyscy inni mieszkancy przyczyniali sie do jego wzrostu i rozkwitu. Od polowy XVI wieku Luck stal sie silnym osrodkiem politycznym i ekonomicznym. Rankiem 20 sierpnia 1942 roku, kiedy moja matka stala pod murami getta, wydano rozkaz, ktory raz na zawsze zakonczyl historie tego miasteczka. W ciagu nastepnych dwu dni, siedemnascie tysiecy luckich Zydow wyprowadzono z getta za miasto na okoliczne wzgorza, wrzucono do wykopanych rowow i zastrzelono z karabinow maszynowych. Jednak ta smiala wyprawa mojej matki poza mury getta uratowala jej zycie. Straciwszy wszystkich i wszystko, biedna, na wpol przytomna dziewczyna wrocila do domu swego ukrainskiego opiekuna gdzie spedzila nastepnie kilka miesiecy, ukrywana w kominie pieca na zewnatrz domu. Ale 24 grudnia 1942 roku lut szczescia Fani Paszt zdawal sie byc wyczerpany. Ukrainski wiesniak zaczal sam bac sie o swoje bezpieczenstwo i kazal jej sobie isc. Postawiona wobec takiej sytuacji wloczyla sie moja matka po okolicznych drogach, w marnej porwanej sukienczynie, zmarznieta i glodna. Kiedy nastala noc, czula, ze zycie jej dobieglo konca. Rozpoznajac w ciemnosciach dom miejscowego wojta, weszla na sciezke prowadzaca do domu, a wtedy psy spuszczone z lancucha skoczyly na nia, drac na niej suknie i gryzac. Wojt, slyszac halas psow dochodzacy z dworu, wyszedl na prog z dubeltowka. - Zastrzel mnie - blagala go moja matka - niech podziele los mojej rodziny. - Nie moge cie zastrzelic. Co za pomysl, w taki dzien - powiedzial wojt i wprowadzil ja do srodka. Nakarmil przy swoim stole wigilijnym, dal jej nowe ubranie i polozyl spac. Nastepnego dnia sam bojac sie, ze moze byc rozstrzelany za przechowywanie Zydowki, zabral ja do miasteczka i przekazal innej chrzescijanskiej rodzinie pod opieke. Trzy inne rodziny, calkiem niespodziewanie, ofiarowaly swa pomoc w opiece nad nia, az do czasu kiedy wreszcie mogla zejsc z poddasza po wkroczeniu do Lucka wojsk rosyjskich w 1944 roku. Byla jedna z zaledwie kilku Zydow ocalalych w miasteczku. Dopiero kilkadziesiat lat pozniej poznalem polskie powiedzenie, ze "w Wigilie nawet bezdomny kot ma prawo do zycia." Wieczorem 24 grudnia 1942 roku moja matka byla jak bezdomny kot na polskiej ziemi. Ale w tym samym momencie Bog zarzadzil wlasnie Wigilie i uratowal jej zycie. Jestem dumny z mojego zydowskiego pochodzenia, i z mojego powolania jako rabin, ale nigdy nie zapomne tradycji Bozego Narodzenia, ktora uratowala zycie mojej matce. "Wesolych Swiat" od wdziecznego rabina. Rabbi Abie Inger Cincinnati, Ohio [Przyp. red. "Sp". Powyzszy artykul jest "remanentem poswiatecznym", ktorego nie udalo sie opublikowac na Swieta z powodu wspomnianego zimowego letargu redakcji. Ale przypadkiem niezle pasuje to tematu, pokazujac, ze sa chrzescijanie i chrzescijanie, jest ks. Jankowski i sa anonimowi opiekunowie jak wyzej.] ________________________________________________________________________ Jurek Karczmarczuk AUTOUR DE LA TOUR ================= Gdyby ktos z Czytelnikow - do konca stycznia - wybieral sie do Paryza, albo znal kogos, kto sie wybiera, to cos polecam, szczerze i bez wahania. Pozniej prawdopodobnie impreza zostanie przeniesiona gdzie indziej. Chodzi o wystawe malarska Georges de La Tour'a w Muzeum Grand Palais. W momencie pisania tego tekstu wystawa trwala juz ponad dwa miesiace. Pogoda byla daleka od turystycznej, Paryz byl smetny jak ... Paryz w zimie, a bilet byl dosc drogi, 50 frankow. Sa inne wystawy, tansze. W dodatku strajki transportowcow spowodowaly dramatyczny spadek ruchu w ogole, gdyz byly klopoty z benzyna. A w ogole jaki de La Tour, slyszal ktos? Tymczasem kolejka do kas byla trzygodzinna i to sie ciagnelo dzien w dzien. Ludzie o roznych barwach skory i ksztalcie oczu nawet pare razy chodzili, a studentow malarstwa wysylano przymusowo. De La Tour urodzil sie w 1593, zyl do 1652, zmarl w Lotaryngii, w Luneville, to mala miejscowosc kolo Nancy, gdzie rezydowal pozniej Stanislaw Leszczynski, ale ten urodzil sie chyba z 10 lat po smierci de La Tour'a. Byl wiec prawie rowiesnikiem Caravaggia. Dobry okres w malarstwie. Wtedy dzialal rowniez np. Velazquez. Byl realista, ale z manierami. Bardzo dobre malarstwo. Zreszta malowal pare razy rozne obrazy w kilku wersjach. Glowa peka!! W jednej salce jest np. 8 wariantow "sw. Sebastiana i Ireny" (poprzeczny, sa tez w innej salce dwa egzemplarze wariantu podluznego) Wiekszosc to kopie, nie samego dLT, ale niekoniecznie jasne ktore. Jak wiekszosc malarzy dysponujacych warsztatami, de La Tour mial uczniow i asystentow. Ludwik XIII wyrzucil ze swej sypialni wszystkie inne obrazy, aby przez pewien czas zawiesic jeden jedyny dLT, "sw. Sebastiana". Artysta dostal tytul "zwyczajnego malarza krolewskiego" i to jest jedna z niewielu rzeczy, ktore o nim wiemy, bo wyklocal sie o przywileje zwiazane z tym tytulem, uzerajac sie o inne przywileje, ziemianskie, wiec zostalo w papierach. http://www.info.unicaen.fr/~karczma/pic/sebast.jpg Potem o nim swiat kompletnie zapomnial, zaczeto go wskrzeszac ok. 1915, pierwszym byl H. Voss, z Niemiec, ktory go odkryl. Obrazy byly, niektore podpisane, ale jakos ciagle brano je za kogo innego, a to Velazqueza, czy innych Hiszpanow (Herreira starszy, czy Zurbaran), albo Manfrediego, czy Caracciola. Zaczeto spisywac, kolekcjonowac, pozniej przeswietlac. Wybuchaly skandale, np. "Oszust z asem karo" (chyba, ze myle, ale mozna...) http://www.kimbellart.org/cheat.htm zostal uznany za falszerstwo, gdzies w latach 40-tych. znaleziono niewlasciwa farbe, dosztukowany blejtram, jakies anachronizmy w bizuterii, podejrzanie wygladajacy podpis, a na domiar zlego na rekawie jednej postaci jest udrapowany, zlozony z elementow dekoracji tkaniny, malych faldek itp. bardzo wyrazny napis "merde", slabo przystajacy do reszty tworczosci. Okazalo sie, ze rozne rzeczy robili restauratorzy przez te 4 wieki. Rzeczywiscie, w owym czasie obrazy - u Velazqueza to widac bardzo wyraznie - byly jakby "okrojone" - nie bylo luzu wizualnego ani z gory, ani z dolu, ani z bokow. Czesto glowy byly nawet lekko przycinane. Wiec pozniej wlasciciele zlecali konserwatorom, albo i dobrym artysta rozszerzanie obrazow. "Merde" sie dalo prosto zmyc, a rentgen i chemia przypisaly jednoznacznie obraz 17-temu wiekowi. A dLT zrobil dwa podobne!! Drugi to "Oszust z asem trefl". Te same twarze, oszusta z reka z tylu, kurtyzany, sluzacej nalewajacej wino i bogatego durnia, ktory zaraz zostanie orzniety. Dziwne twarze. Mlodzieniec ma twarz ewidentnie glupia, przystojny, oczy wolu. Oszust jest drapieznikiem, lekko kocim, choc naprawde nie ma zadnego manierycznego znieksztalcania, twarze sa 100% realistyczne i autentyczne. Ale jak popatrzycie -cos dziwnego. Twarz kurtyzany jest *idealnym* owalem, jest nienaturalna, jak gdyby to nie byl calkiem czlowiek... Mnie sie ta twarz kojarzy nieco z fizjonomia dziewczyny-robota z "Metropolis" Langa. Podobnym w duchu jest obraz "wrozka", gdzie inny duren daje sobie wrozyc starej Cygance, a tymczasem z lewej i prawej obcinaja mu trzos i bizuterie. http://www.info.unicaen.fr/~karczma/pic/diseur.jpg Jest mnostwo obrazow o tresci religijnej. Oprocz wspomnianego Sebastiana sa portrety apostolow, jest Magdalena rozmyslajaca (tez kilka egzemplarzy), jest nauczanie Marii Panny http://www.info.unicaen.fr/~karczma/pic/virglarg.jpg i jesli popatrzycie na to, to powinno sie Wam natychmiast inne nazwisko skojarzyc: Vermeer! Porownajcie tez z: http://www.info.unicaen.fr/~karczma/pic/ltflam.jpg Inny obraz w tej samej directory: http://www.info.unicaen.fr/~karczma/pic/femme.jpg jest mniej religijny. Ciezarna kobieta rozgniata sobie pluskwe na brzuchu... Albo klotnia/bitwa muzykantow, w ktorej jeden wyciska cytryne do oka przeciwnika. Ale ten obraz trzeba ogladac z bliska. Tak, u dLT swiatlo, cienie, mroczne wnetrza i swiece, albo niewidoczne okna rzucajace strugi swiatla - wszystko to jest znakomite, mistyczne i blokujace stawy w kolanach. Stajecie i jesli nie ruszycie do nastepnego obrazu zaraz po 10 sekundach, to Was przykuwa. Tlok byl w muzeum niemozliwy. Dodatkowym klopotem bylo to, ze ludzie stali a nie ruszali sie. Znaczy sie wielu sie ruszalo, ale musieli sie przeciskac przez stojacych. W dodatku impreza dobrze zorganizowana i ludzie mieli broszury, katalogi z komentarzami i akustyczne komentarze, wiec stali z przycisnietymi sluchawkami do glowy jak mumie... Albo stali i czytali komentarze na scianie. Historia odkrycia, problemy z biografia itp. (Ten "zwyczajny malarz krolewski" nie ma na koncie ani jednego portretu Ludwika XIII, albo XIV. Moze lgal?) Trudno nie zanudzic na smierc opowiadajac w ASCII o malarstwie... Ale na szczescie Internet jest takze kanalem wizualnym. Jesli ktos ma ochote, moze znalezc dziesiatki obrazow dostepnych w sieci. A jesli ktos sie zainteresuje ktoryms, ale jakosc mu nie odpowiada - trudno, ale nie bez- nadziejnie: mam skaner oraz album, z ktorego, hmm, hmm... Copyright Tralala. Polecam wiec: http://www.kimbellart.org/latour.htm (to jest jeden obraz) http://www.lacma.org/Masterpieces/mast075.htm (tez M_Magdalena) http://www.kimbellart.org/klatour.htm (tu jest wiecej. Ten drumlarz/geslarz - jak u licha tlumaczyc nazwe instrumentu muzycznego "vielle" ma na kolanie bardzo wyrazna muche, ale na reprodukcji nie widac...) http://www.spieao.u-nancy.fr/serveurfac/divers/divertissement/GTD/gtd.html (tu tez jest niezla kolekcja.) http://sgwww.epfl.ch/BERGER/LaTour/albi.htm http://www.artonline.it/edicola/artdos/109/i07m-109.html ----------------------------------------------------------------------------- Jurek Krzystek: Jurek Karczmarczuk tak mnie zachecil powyzej zamieszczonym tekstem, ktory ukazal sie jeszcze w listopadzie na liscie "ExLibris", ze w grudniu wsiadlem w samolot i polecialem do Paryza zobaczyc owa wystawe. No, powiedzmy, byly jeszcze inne wzgledy, ale wystawy nie omieszkalem odwiedzic. Tlumy byly mniejsze niz gdy byl tam Jurek, odstalem tylko pol godziny a nie trzy, tylko cena dalej byla bez zmian, 50 franciszkow. I nie zaluje. Nazwisko de La Tour bylo mi wprawdzie znane, ale nadzwyczaj powierzchownie. Pamietalem kilka (dwa? trzy?) jego obrazow wiszacych w Luwrze i tyle. Okazalo sie, ze nie tylko ja o nim prawie nie slyszalem, ale do 1915 roku nie slyszal o nim nikt inny. Jego obrazy byly przypisywane komu innemu, a o samej egzystencji tego malarza albo nie wiedziano poza gronem waskich specjalistow, albo w ogole. Dopiero, jak pisze powyzej Jurek, po I Wojnie zaczeto robote iscie detektywistyczna, odnajdujac czasem oryginaly dziel de La Toura, a czesciej kopie oryginalow. Dodatkowo, jak to dopiero stosunkowo niedawno zaczelo sie okazywac na przykladzie np. Rembrandta, wiele obrazow bylo wspolnymi dzielami mistrza i szeregu jego uczniow, w tym syna. Np. mistrz malowal twarz, jeden uczen rece, a inny tlo. Podpis nieodmiennie skladal szef, ale to nie stanowi dowodu, bo wielu znanym malarzom zdarzalo sie firmowac obrazy w calosci stworzone przez kogo innego. (Dzial malarstwa flamandzkiego w Luwrze jest dobrym tego przykladem. Duza czesc obrazow, ktore wczesniej uchodzily za wlasnoreczne produkty Rembrandta, zmienila w ostatnich latach tabliczki i figuruje teraz jako "z atelier Rembrandta", albo "wspolczesna kopia Rembrandta", albo "dzielo Rembrandta i uczniow".) Zapomnienie, w jakie popadl de La Tour jest o tyle ciekawe, ze o ile malarz ten mieszkal istotnie na prowincji, to za zycia cieszyl sie przynajmniej przez jakis czas wielka renoma, w tym poparciem krola Ludwika XIII. Fortuna kolem sie toczy. Wystawa jest troche za ciasno urzadzona; podejrzewam ze w Grand Palais na Polach Elizejskich jest wiecej miejsca, niz zostalo udostepnione, wiec tez jeden drugiemu deptal po pietach, ale trudno. Obrazy umieszczone byly z grubsza chronologicznie, a sprowadzone zostaly z calego swiata, w tym jeden nawet z Panstwowego Muzeum we Lwowie (ciekawe, czyja byl wlasnoscia przed wojna...). Poprzedzone zas byly dwoma obrazami Caravaggia, bo istotnie za mlodych lat de La Tour byl pod wyraznym wplywem tego wielkiego Wlocha. To bylo zanim jeszcze de La Tour wyspecjalizowal sie w grze swiatel, a szczegolnie przedstawianiu scen w ciemnosci, ozywionych swiatlem swiec. Zaiste, w tym chyba nie mial rownego. Vermeer? Bardzo duzo podobienstwa, ale Vermeer lubowal sie raczej w swiatlocieniach dziennych, a nie w nocy. Ale na pewno jest podobna atmosfera i ta trudna dla mnie do zdefiniowania przesada, ktora powoduje, ze obraz na wskros realistyczny w pewnym momencie przestaje nim byc i staje sie -- jak to nazwac? -- hiperrealistyczny. Zreszta, zajrzyjcie na WWW i obejrzcie sami to, o czym pisze Jurek. ------------------------------------------------------------------------ Jurek Karczmarczuk: Tak, tak. Sa duze roznice miedzy de La Tour a Vermeerem tez. U Vermeera chiaroscuro nie niszczy tekstury obrazu, sa ciemne detale bardzo szczegolowe. Ja to wiem akurat nie dlatego, bom spec od malarstwa, tylko Vermeer jest bardzo dobrym laboratorium dla roznych technik przetwarzania obrazkow: wyrownywania histogramow, poprawek "gamma", itp. http://sgwww.epfl.ch/BERGER/Vermeer/ Ale detalista z niego byl okrutny. Jak malowal Delft, to nawet zaznaczyl ze byla siodma dziesiec na zegarze. A u de La Toura ciemne fragmenty sa rysowane slabo. Osobiscie jednak mnie denerwuje co innego. Otoz po paru latach uczenia techniki rzucania promieni w syntezie obrazow ma sie oko na stosunek swiatlocienia do punktowego zrodla swiatla. Pare razy zanim sie swiadomie zorientowalem co jest grane, moje oko wewnetrzne mnie zabolalo. No to popatrzylem blizej: jesli ta swieca stoi tam gdzie stoi, to oswietlenie twarzy jest *falszywe*, a cien rzucany koslawo. Nie, ten realizm nocny jest bardzo symboliczny. I bardzo dobrze, na tym polega w koncu sztuka, nie? A propos, slyszeliscie o Meegerenie? To byl falszerz, ktory podrobil Vermeera, znaczy sie zrobil obrazy "a la Vermeer" - nie tylko kopie, ale i oryginalne wzorowane na stylu. Nikt sie nie poznal, bo to bylo nprawde genialne! Was Han van Meegeren een ordinaire kunstvervalser? Ja en nee. Przyznal sie do falszerstw tuz przed smiercia, w 1947. Zarobil rok wiezienia, ale nie zdazyl odbyc kary. I wlasciwie to ja dotad nie rozumiem tak naprawde co jest wartoscia dziala sztuki: czy jej wartosc wizualna, czy nazwisko autora? Niby nalezy chronic nazwiska autorow, bo to jedyny punkt odniesienia nie-konwencjonalny. Ale gdzie to sie konczy? Dlaczego ci paskudni Francuzi dostaja istnego fiola na punkcie "Appelation controlee" nawet dla glupiego szampana, tak ze gdy Yves Saint-Laurent zrobil perfumy o nazwie "Champagne", to go do sadu podali (co oczywiscie spowodowalo natychmiastowe wykupienie zapasow zanim sadowo je wycofano...)? Zreszta wrocmy do Hana Meegerena. Afera zaczela sie w 1945, gdy alianci wykryli nieznanego Vermeera w domu Goeringa i wysledzili, ze Goeringowi sprzedal go Meegeren. Wiec grozilo mu wiele lat za kolaboracje z wrogiem. Wezcie sobie: http://www.total.net:8080/~bdt/vermeer/Emaus.gif I zagladnijcie takze tu (dwie wersje tego samego): http://www.andrew.cmu.edu/user/arend http://www.lcl.cmu.edu/CAAE/Home/Multimedia/Meegeren.html ________________________________________________________________________ Redakcja "Spojrzen": spojrz@info.unicaen.fr Archiwa: http://www.info.unicaen.fr/~spojrz Adresy redaktorow: bielewcz@io.uwinnipeg.ca (Mirek Bielewicz) karczma@info.unicaen.fr (Jurek Karczmarczuk) krzystek@magnet.fsu.edu (Jurek Krzystek) Copyright (C) by J. Krzystek (1998). Kazde powielanie wymaga zgody redakcji i autora danego tekstu. _____________________________koniec numeru 160__________________________ .